Rozmowa o duchowych zagrożeniach
|
| Już po raz siódmy zapraszamy do lektury wywiadu z serii „Zainspirowani Słowem” – cyklu, w którym autorzy dzielą się refleksjami na temat pisania, wiary i codziennego życia. Tym razem sięgamy do archiwum, publikując rozmowę z księdzem prałatem Marianem Rajchelem – egzorcystą Archidiecezji Przemyskiej, autorem książki „Rodzina oczami egzorcysty”. |
 |
| Okoliczności tej rozmowy są szczególne. Wywiad został przeprowadzony niespełna siedem tygodni przed śmiercią księdza Rajchela (+12 stycznia 2021 r.). Był to kapłan głęboko zaangażowany w posługę duchową, który aż do swoich ostatnich dni służył jako egzorcysta. Nadaje to tej rozmowie wyjątkowy charakter – to ostatnie świadectwo, jakim podzielił się z wiernymi, którym służył przez lata. |
| Rozmowa dotyczy książki „Rodzina oczami egzorcysty”, będącej zapisem wywiadu udzielonego przed laty przez śp. ks. Mariana Rajchela. Autor dzieli się refleksjami na temat wyzwań, z jakimi mierzą się współczesne rodziny i społeczeństwo. To wyjątkowe świadectwo – głęboka rozmowa o wartościach, zagrożeniach i nadziejach, które dotyczą nas wszystkich. |
Wywiad z ks. Marianem Rajchelem
|
| Edycja Świętego Pawła: Pierwsze pytanie, jakie kieruję do Księdza, dotyczy pojęcia „paktu ze złem”. W książce wielokrotnie pojawia się to sformułowanie. Dlaczego dochodzi do takich „paktów ze złem”? Czy są osoby – może pochodzące z określonych środowisk – które są bardziej na nie narażone? Czy jakaś konkretna grupa ludzi częściej wchodzi w takie zagrożenia? |
| ks. Marian Rajchel: Zacznijmy od samego pojęcia „pakt ze złem”. Najważniejszy i pierwszy pakt ze złem miał miejsce na początku historii ludzkości – to był grzech pierworodny. Pierwsi rodzice – choć mieli jasny umysł i czystą wolę, nieskażoną jeszcze złymi czynami – nie rozpoznali przeciwnika. Mogli zauważyć, że to nie jest przyjaciel, że kopie przepaść między nimi a Bogiem, u którego mieli wszystko. A jednak uwierzyli. I to był właśnie pierwszy pakt: „Będziecie jako bogowie”. Proszę zauważyć – mieli wszystko, ale nie byli bogami. I szatan trafił w ten słaby punkt: ciekawość, pragnienie bycia kimś więcej – a oni upadli. To jest prototyp każdego paktu ze złem: ciekawość zła i obecność kusiciela, który nas doskonale zna – nasze słabe punkty i potrafi je wykorzystać. |
| Pan Jezus mówi: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”. To bardzo ważne. Jeśli chodzi o rodziny – nie widzę tutaj wielkich różnic. Oczywiście, w rodzinach patologicznych jest może więcej zagrożeń, ale zdarza się, że nawet w rodzinach katolickich, gdzie rodzice są gorliwi, a rodzeństwo pobożne – ktoś z tego samego domu wchodzi w pakt ze złem. To wynika z indywidualnych słabości. |
| Ale trzeba mocno podkreślić: same obciążenia rodzinne, środowiskowe czy nawet wpływ mediów – to nie jest jeszcze wytłumaczenie. To może być pewien czynnik, ale nie usprawiedliwienie. Diabeł nie atakuje tam, gdzie chce – tylko tam, gdzie zostanie wpuszczony. To my dajemy demonom moc. One same z siebie nic nam nie zrobią – opieka Boża jest stała, czujna, nie spóźnia się. Ale złe duchy wykorzystują naszą chwiejność. Dlatego takie sytuacje mogą zdarzyć się wszędzie – w rodzinach biednych, bogatych, religijnych, obojętnych czy ateistycznych. Nie da się stworzyć statystyki, która by to dokładnie określiła. |
| Najważniejsza jest osobista odpowiedzialność. Trzeba uważać, żeby nie przekroczyć pewnej granicy – bo demon to natychmiast wykorzysta. On bardzo poważnie traktuje nasze słowa i czyny. Nawet jeśli człowiek nie wypowie wprost: „oddaję duszę szatanowi”, to przez grzechy nałogowe może to de facto zrobić. Najpierw oddaje ciało, a potem – także duszę. Nie da się duszy „zawiesić na kołku” i grzeszyć tylko ciałem. |
| Tak często właśnie zaczyna się pakt domyślny. Bo są dwa rodzaje paktów: świadomy i domyślny. Ten drugi jest bardzo powszechny. Człowiek wpada w grzech, potem w nałóg – i już zaczyna odczuwać głosy, pokusy, wewnętrzne naciski. Ale początek jest zawsze podobny – wystarczy odrobina zła. A zło ma dziś tak ogromny „asortyment”, że każdy może znaleźć coś „dla siebie”. I to jest ta pokusa. Musimy mieć świadomość, że nie jesteśmy w raju – jesteśmy na ziemi. A tutaj, niestety, działanie złego trwa od grzechu pierworodnego aż do końca świata. |
| Edycja Świętego Pawła: Czy z tego, co Ksiądz mówi, można wywnioskować, że rodzina jest czynnikiem wpływającym, ale nie decydującym? Że ostatecznie najważniejsza jest nasza własna wola, osobiste przyzwolenie? A środowisko rodzinne może jedynie ułatwiać lub utrudniać pewne rzeczy? |
| ks. Marian Rajchel: Dokładnie tak. Rodzina to po prostu nasze naturalne środowisko życia – tam właśnie trafia zło, tam, gdzie my żyjemy. I ono potrafi wejść nawet do bardzo przyjaznego środowiska, jakim jest dobra, kochająca rodzina. Potrafi. Ale ostatecznie decydująca jest zawsze osobista decyzja. |
| Edycja Świętego Pawła: A czy spotkał Ksiądz w swojej posłudze egzorcysty taki przykład, w którym konieczny był egzorcyzm, a osoba została zniewolona nie przez swoje własne grzechy, ale przez grzechy bliskich? Czy Ksiądz zetknął się z taką sytuacją? |
| ks. Marian Rajchel: To pytanie trochę się kłóci z tym, co przed chwilą wyjaśnialiśmy – że nie można kogoś „wciągnąć” w pakt z demonem wbrew jego woli. Ale rzeczywiście, wpływ środowiska, zwłaszcza bliskich osób, bardzo to ułatwia. Przykład? W jednej rodzinie najstarszy syn był satanistą. Na strychu odprawiał rytuały razem z kolegami. Najmłodsza jego siostra została opętana. Ale nie tylko dlatego, że on coś tam robił. Ona sama się otworzyła na grzechy – środowisko, w którym żyła, niesamowicie ułatwiło złym duchom działanie. |
| Mało tego – jeśli w jakimś miejscu, nawet geograficznie konkretnym, np. przy przejeździe kolejowym, dochodziło do grzechów, zboczeń, rytuałów magicznych, wywoływania duchów, wróżb – to takie miejsce z czasem staje się czymś w rodzaju „świątyni demona”. On ma tam łatwiejszy dostęp, jego działanie jest skuteczniejsze. I jeśli człowiek wchodzi w takie miejsce, a nie chce stamtąd uciekać, to może być to dla niego bardzo niebezpieczne. |
| Edycja Świętego Pawła: Czy zdarza się, że po doświadczeniu spotkania z Bogiem podczas egzorcyzmu i uwolnienia, ludzie wracają z powrotem do tego samego zła? |
| ks. Marian Rajchel: Tak, niestety to możliwe. Nawet po otrzymaniu tak wielkiej łaski, tak wyraźnego znaku Bożej miłości, człowiek nadal pozostaje wolny. I w każdej chwili może tę miłość odrzucić. Ale proszę zauważyć – Pan Jezus doskonale wiedział, co zrobi Judasz. A mimo to powołał go. W chwili powołania Judasz był godny apostolstwa. Jezus go przyjął. To pokazuje nieskończoną miłość Boga – miłość, która daje wolność, nawet jeśli człowiek tę wolność źle wykorzysta. |
 |
| Edycja Świętego Pawła: Chciałabym poruszyć temat zranień w rodzinie, bo Ksiądz sporo o tym pisze w książce. Zwraca Ksiądz uwagę, że jedną z najgorszych rzeczy, jakie można wyrządzić dziecku, jest nienawiść wobec niego. Takie dziecko dorasta z poważnymi obciążeniami i deficytami emocjonalnymi. Jeżeli ktoś był wychowany w rodzinie, w której panowała patologia, brakowało miłości, a wręcz obecna była nienawiść – jeśli był osobą niechcianą – to jaka jest szansa, by mimo tego wejść na prostą drogę życiową? |
| ks. Marian Rajchel: Proszę zauważyć, że nienawiść to już jest etap końcowy. Pierwszym krokiem jest emocjonalne odrzucenie. I nawet jeśli nie dochodzi do jawnej nienawiści, to już samo odrzucenie jest formą nienawiści. Miłość dziecku się po prostu należy. Ono ją wyczuwa instynktownie. A jeśli tej miłości nie otrzymuje – to tak, jakby organizmowi brakowało jakiejś witaminy. I on na pewno na to odpowie. Tyle że tu chodzi o witaminę duchową – najważniejszą. To ona decyduje o całym człowieczeństwie: nie tylko o rozwoju duchowym, ale też psychicznym, a nawet biologicznym. |
| Edycja Świętego Pawła: Czy możliwe jest uzdrowienie dla osoby, która nie była kochana przez własną matkę? |
| ks. Marian Rajchel: Na początku dziecko zrobi wszystko, by zdobyć miłość matki, potem ojca. Walczy o nią. Jeśli matka je odrzuca, to to odrzucenie w nim pozostaje. Mam tu na myśli o konkretną osobę, która dziś jest już na emeryturze. Za każdym razem, gdy odwiedza swoją matkę, ona ją zbywa, odpycha. A mimo to ona ją kocha. To pokazuje, jak głęboko zakorzeniona jest potrzeba miłości. |
| Zdarza się też, że ojciec nie chce dziecka, szczególnie gdy pojawia się ono jako „nieplanowany owoc” chwilowej relacji. Jednak nawet jeśli ojciec zostaje w rodzinie, dziecko nie przestaje o jego miłość walczyć. Robi wszystko: dziewczynka potrafi udawać chłopca, bo ojciec chciał mieć syna. Zaczyna rzucać kamieniami, majsterkować, ścinać włosy „na chłopaka” – wszystko po to, żeby zasłużyć na jego uwagę. To są dramatyczne próby zdobycia miłości, która dziecku się po prostu należy. |
| Ten etap walki o miłość może trwać całe życie. A człowiek, który ciągle tej miłości nie zaznał, emocjonalnie nie dorasta. Ma wewnętrzne braki. Bo jak może dawać miłość innym, skoro sam jej nie ma? |
| Jest takie przysłowie, bodajże z łaciny: Nemo dat quod non habet – nikt nie może dać tego, czego sam nie posiada. Dopiero gdy taka osoba, przy dobrym kierownictwie duchowym, wejdzie w życie sakramentalne, zacznie odkrywać Bożą miłość. Wtedy może dojść do przebaczenia. A to właśnie przebaczenie jest kluczowe. To bardzo trudny, ale konieczny krok – przebaczyć tamto dzieciństwo, ten brak, ten ból. Bez przebaczenia nie ma postępu, nie ma rozwoju duchowego. Jeśli człowiek przez całe życie tylko tęskni za miłością, której nie dostał, to jej nie zdobędzie i nie przekaże jej nikomu. |
| Znam konkretny przykład. Dziewczyna odrzucona przez matkę. Matka była zupełnie inna – chłodna, zdystansowana. Do dziś relacja między nimi jest trudna, ale córka już jej przebaczyła. Kocha ją. Jednak, co ciekawe, nie potrafi tej miłości przekazać swojemu dziecku. Powiedziała wprost: „Ja go kocham, ale nie umiem mu tego okazać”. I to dziecko, dziś już dorosły mężczyzna, poszedł podobną drogą. Założył rodzinę – ale i ta rodzina zaczęła się rozpadać. Ona również ma za sobą rozpad małżeństwa. To są konkretne skutki braku miłości w dzieciństwie. |
| Rodzice często nie zdają sobie sprawy, jak wielkim skarbem jest dziecko. To dar. To dziecko Boże. Ma być wpatrzone w miłość Ojca w niebie, w miłość Chrystusa na krzyżu, w Eucharystii. Ma być przeniknięte duchem miłości. A tymczasem rodzice potrafią stać się przeszkodą, która zatrzymuje dziecko w jego rozwoju. To ogromna odpowiedzialność. Ale z drugiej strony – jeśli rodzice pomogą dziecku, to jest to dar przez Boga pobłogosławiony. Rodzina ma współpracować z Bogiem. I właśnie o to chodzi: o rozwój w miłości. |
| Celem nie jest tylko to, by rodzice kochali dziecko. Dziecko również kocha rodziców – i wychowuje ich do miłości. W sposób naturalny, czysty, dziecko jakby wymusza miłość. Rodzice uczą się kochać, bo muszą wstawać, kiedy płacze, rezygnować z siebie. To ich kosztuje – ale właśnie przez to uczą się miłości. |
| Edycja Świętego Pawła: Czasem osoby zranione opowiadają swoje historie i pytają: dlaczego Bóg na to pozwolił? Dlaczego dopuścił, żebym miała takie dzieciństwo, takiego ojca, taką matkę? Dlaczego mnie nie kochali? Czuję się pusta w środku. To pytanie często wraca. Dlaczego? |
| ks. Marian Rajchel: Czy zauważyła pani, że to pytanie – „dlaczego Bóg na to pozwolił?” – to już jest pierwszy krok w stronę nienawiści do Boga? To droga do satanizmu. Najpierw człowiek zaczyna nienawidzić rodziców, potem samego siebie, a w końcu oskarża Boga, że „dopuścił”. Ale Pan Bóg nie jest służącym człowieka. On nie jest od tego, by sprzątać po naszych błędach. Dał człowiekowi rozum i wolną wolę. Daje mu czas, daje natchnienia. Ale jeśli człowiek to wszystko odrzuca, nie chce Bożego prowadzenia – to właśnie wtedy pojawia się grzech. |
| Grzech nie jest jakąś koniecznością wpisaną w naturę. Grzech to jest świadome zejście z Bożej Drogi. |
| Edycja Świętego Pawła: Chciałabym poruszyć jeszcze jeden bardzo trudny temat – temat samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Ostatnio sprawdziłam dane – według statystyk, rocznie odnotowuje się nawet 5 tysięcy przypadków prób samobójczych wśród dzieci i nastolatków. |
| Natknęłam się też na taką refleksję, że jedną z głównych przyczyn tych dramatów jest brak bliskości. Bo przecież bliskość jest czymś fundamentalnym dla człowieka, szczególnie dla dziecka. W Królestwie Bożym bliskość wydaje się czymś naturalnym, oczywistym – i właśnie o to chciałabym Księdza zapytać: Czy możemy powiedzieć, że Królestwo Boże to przede wszystkim bliskość? |
| ks. Marian Rajchel: Tak, można tak powiedzieć – ale trzeba dodać: bliskość przez miłość. Miłość prawdziwą, czułą, szczerą. Bo może być też fałszywa bliskość – udawana, wymuszona, obłudna. I taka nikomu nie jest potrzebna. Taka bliskość boli bardziej niż samotność. |
| Jeśli chodzi o samobójstwa – bardzo często dochodzi do nich wtedy, gdy na psychikę dziecka nakładany jest zbyt duży ciężar. Dziecko nie jest w stanie tego unieść, a nie ma z kim o tym porozmawiać, nie ma bezpiecznej relacji, nie ma przestrzeni, w której może być naprawdę sobą. |
| Do tego dochodzi świat wirtualny, który odciąga dziecko od realnych relacji. Dziecko wchodzi w jakąś bańkę – iluzję, gdzie wydaje mu się, że znajdzie szczęście. Ale tam go nie znajdzie. Szczęście jest tylko w relacji z drugim człowiekiem. W miłości, w bliskości, w więzi. |
| Edycja Świętego Pawła: Właśnie – w tworzeniu więzi. Ale czy nie jest też tak, że dzieci dziś są za bardzo obciążone? Że wymagania wobec nich są zbyt wysokie? Dodatkowe zajęcia, presja, tempo? |
| ks. Marian Rajchel: Tak było przed wojną – dzieci pracowały, pomagały w gospodarstwie, ale wtedy inaczej wyglądały relacje w rodzinie. Dzisiaj dziecko często sobie nic nie da narzucić, samo narzuca swoje warunki. I tutaj zaczyna się problem. |
| Rodzice przegapiają moment, kiedy dziecko zaczyna się zmieniać. A kiedy się zorientują, może być już za późno. Dziecko zamyka się w sobie, nie uczy się relacji, nie rozwija się zdrowo psychicznie. |
| I potem nie potrafi ani się uczyć, ani pracować, ani kochać. Jest – jak to się mówi – już przerobione. Zdeformowane przez brak miłości i brak uwagi. |
| Edycja Świętego Pawła: Mam jeszcze jedno pytanie. Zawsze zastanawiały mnie słowa, które Bóg wypowiada do Ewy po grzechu: „Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.” Wiele kobiet naprawdę ma w sobie takie przekonanie, że to mężczyzna jest gwarantem szczęścia. |
| A przecież to nieprawda. Bóg powołuje nas do życia w rodzinie, ale przecież mąż nie jest naszą pierwszą miłością. Pierwszą miłością kobiety, każdego człowieka, niezależnie od powołania – czy w rodzinie, czy w zakonie, czy w kapłaństwie – ma być Chrystus. Nawet jeśli mamy rodzinę, to właśnie Chrystus powinien być na pierwszym miejscu, a wszystko inne wypływać z relacji z Nim. |
| ks. Marian Rajchel: To bardzo ważne pytanie. I warto najpierw spojrzeć, gdzie i kiedy te słowa zostały wypowiedziane. One padły po grzechu. To nie była zapowiedź szczęścia, tylko skutek grzechu – coś w rodzaju kary, która w różnej formie ciągnie się przez całe życie. |
| I rzeczywiście, bardzo często kobieta wchodzi w takie przekonanie: „tylko mąż mnie uszczęśliwi”. Ale mąż z kolei nierzadko uważa, że ma do niej prawo. Że mu się należy. I jeszcze dochodzi do sytuacji, gdzie to kobieta dominuje nad mężem, a on się poddaje. I robi się z tego bałagan. To wszystko są konsekwencje grzechu pierworodnego. |
| Natomiast pierwotny, pozytywny obraz małżeństwa to: „dwoje stają się jednym ciałem”. To jest nowa wspólnota, nowa jakość. Po to człowiek opuszcza wszystko – ojca, matkę – żeby stworzyć coś nowego opartego na miłości. |
| Święty Paweł porównuje miłość małżeńską do miłości Chrystusa do Kościoła. I mówi to wprost: „A ja wam mówię – chodzi o miłość Jezusa do Kościoła.” To jest wzór. Pozytywny, głęboki wzór. A to, o czym pani mówiła – to tylko kara. Ludzie w to wpadają, jeśli nie wejdą na wyższy poziom duchowy. I można tak tkwić całe życie – w błędnym przekonaniu, że tak ma być. |
| Ale to nie jest droga wspólnoty, to nie jest Boży plan. Nie ma mowy o żadnym poddaństwie, dyktaturze czy terrorze w rodzinie. To nie prowadzi do szczęścia. To prowadzi do dramatu. |
| Edycja Świętego Pawła: Mocne słowa. Ale potrzebne. Chciałam jeszcze wspomnieć o sytuacji, w której kobieta godzi się na przemoc. Mam przed oczami opisaną przez księdza w książce historię małżeństwa. W czasie jazdy mężczyzna bił żonę pięścią po głowie. Ich córka ze wstydu zgłosiła pogotowiu, że „mamusia spadła ze schodów”. Bała się powiedzieć prawdę. Bała się przyznać. Dlaczego kobieta daje się tak traktować? |
| ks. Marian Rajchel: To małżeństwo trwało już 35 lat. I przemoc trwała przez cały ten czas. Wracali od jego rodziny i ona powiedział tam coś, co mu się nie spodobało. To była kara. Jechali około godziny, a on co chwila bił ją pięścią w twarz i obrzucał wyzwiskami. Po powrocie do domu córka natychmiast wezwała pogotowie – matka była zmasakrowana. I to są skutki, które przechodzą na następne pokolenie. Dziecko kryje bandytę. A to jest uczestnictwo w grzechu, współudział, współodpowiedzialność. |
| Tak, to bardzo ważne. I przerażające. Bo jeśli ktoś przez 35 lat pozwala się bić, upokarzać, niszczyć – i jeszcze to usprawiedliwia, mówi: „Taki mój los. To moje przeznaczenie. Mam ślub, to muszę cierpieć” – to, proszę wybaczyć, ale dla mnie to jest bluźnierstwo. Sakrament nie jest po to, żeby legitymizować cierpienie i przemoc. |
| Pamiętam, że doradzałem tej kobiecie, by się nie bała wyjść z tego bagna. Ale więcej się już nie pojawiła. I podejrzewam, że została w tej przemocy. Bo tak bardzo uwierzyła, że to jest jej „krzyż”, jej „zadanie”. |
| Ale Bóg nie stworzył sakramentu małżeństwa po to, by dawać komuś legalne prawo do bicia drugiej osoby. To nie jest miłość, to nie jest wspólnota, to nie jest wola Boża. |
| Edycja Świętego Pawła: Dziękuję Księdzu za wszystkie odpowiedzi. Bardzo dziękuję za czas i za szczerość. |
| ks. Marian Rajchel: Bóg zapłać. Wytrwaliśmy do końca! Pozdrawiam serdecznie wszystkich! |
Sięgnij po książkę, która porusza do głębi
|
| Jeśli poruszyły Cię słowa ks. Mariana Rajchela, sięgnij po jego książkę „Rodzina oczami egzorcysty”. To wyjątkowa publikacja, która nie tylko ukazuje duchowy wymiar życia rodzinnego, ale także zawiera konkretne odpowiedzi na pytania, z którymi zmaga się wielu z nas. To głęboka, szczera i zapadająca w pamięci lektura – świadectwo człowieka, który przez lata słuchał, towarzyszył i pomagał. |
Dołącz do cyklu „Zainspirowani Słowem”
|
| Zachęcamy Cię również do śledzenia kolejnych odcinków z serii „Zainspirowani Słowem”. To cykl rozmów, w których autorzy dzielą się swoim doświadczeniem pisania, życia duchowego i codziennych zmagań z wiarą. Każda rozmowa to nowa perspektywa i zaproszenie do refleksji – nie tylko nad słowem pisanym, ale nad samym sobą. |
Zobacz całą rozmowę na YouTube
|
| Aby jeszcze głębiej przeżyć ten wyjątkowy wywiad, obejrzyj całą rozmowę z ks. Marianem Rajchelem na naszym kanale YouTube. To ostatnie zarejestrowane świadectwo tego zasłużonego kapłana – pełne mądrości, odwagi i duchowej troski o człowieka. |
| |
| ks. prałat Marian Rajchel (1937–2021) – kapłan archidiecezji przemyskiej, ceniony rekolekcjonista, spowiednik, kierownik duchowy i jeden z najbardziej znanych egzorcystów w Polsce. Urodził się 25 września 1937 r. w Iwoniczu-Zdroju. Święcenia kapłańskie przyjął 18 czerwca 1961 r. w Przemyślu. Pracował jako wikariusz m.in. w Babicach, Jaśle, Radymnie i Łańcucie. W latach 1968–1973 organizował parafię w Nisku-Malcach, a od 1975 do 1998 był proboszczem i budowniczym kościoła parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Jarosławiu, gdzie posługiwał przez ponad 30 lat. |
| Był inicjatorem wielu dzieł duszpasterskich i społecznych: wykładów biblijnych, poradnictwa rodzinnego, kuchni dla bezdomnych im. Brata Alberta, świetlicy dla dzieci, spotkań dla osób starszych, niepełnosprawnych oraz grupy Anonimowych Alkoholików. W 1998 r. założył pierwszą w archidiecezji rozgłośnię radiową „Ave Maria”, której był dyrektorem do 2007 r. |
| Od 2000 r. aż do śmierci pełnił funkcję egzorcysty diecezjalnego. Równocześnie wykładał psychologię w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu, łącząc wiedzę naukową z głębokim doświadczeniem duchowym. Był autorem wielu książek z dziedziny życia duchowego i walki duchowej. |
| Ks. Rajchel był gorącym patriotą oraz oddanym czcicielem Matki Bożej. Uczestniczył w ponad 50 pieszych pielgrzymkach do sanktuariów maryjnych, m.in. w Częstochowie i Wilnie. Został odznaczony przywilejami Expositorium Canonicale oraz Rokiety i Mantoletu, a 17 listopada 1991 r. został włączony przez św. Jana Pawła II do grona honorowych kapelanów Ojca Świętego. |
| Zmarł 12 stycznia 2021 r., pozostawiając po sobie bogate dziedzictwo duchowe i duszpasterskie. |
| |